piątek, 30 września 2016

Kiedy to wszystko się posypało?

Brak mi słów.
Znowu gruba.
Znowu nieszczęśliwa.

Trzecia liceum. Ostatni raz napisałam posta w lutym, jest koniec września. Od tego czasu tyłam i chudłam, lecz głównie tyłam.

Zaczęłam używać aplikacji Fat Secret do liczenia kalorii i ograniczyłam ilość jedzenia. Znowu ćwiczyłam. W ciągu 3 tygodni zeszłam z 62,4 do 56,5. Nadal czuję się ogromna.

Bo o tym chyba nigdy nie przestaje się myśleć, zawsze jest tam-jakoś z tyłu głowy.

Mam urodziny za 2 tygodnie. 18
Chciałbym schudnąć do tego czasu ile tylko się da. Mam nadzieję, że mi się uda.



A oprócz tego? Moje życie to jedna wielka porażka :)



czwartek, 18 lutego 2016

2016...

Czemu nigdy nie usunęłam tego bloga?
Może chciałam zachować wspomnienia. I te dobre, i te złe. Może nie chciałam tu wracać. Nie mówić ani przyznać się jak bardzo nawaliłam.
Tyle się zmieniło.
Dużo czytałam, dużo oglądałam, zaczęłam słuchać nowej muzyki.
Jestem w drugiej liceum. Szczerze? Myślałam, że nigdy nie dożyję 17 lat. Że wcześnie albo się zagłodzę albo podetnę żyły.
Ale oto jestem.
Nadal gruba

Zmieniła się szkoła, a z nią towarzystwo. Uciekłam od toksycznych relacji z koleżankami z gimnazjum. Nadal się z nimi spotykam, ale chyba wszystkie się trochę zmieniłyśmy.
W wakacje poszłam na kurs rysunku, który kontynuuje teraz. Chciałabym pójść na ASP.
Jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek.

W wakacje też schudłam.
52 kg/167 cm

Czułam się ze sobą lepiej.

A jednak znowu tu jestem.
Musze przyznać, że na jakiś czas zapomniałam o całe tej społeczności. Jednak ostatnio coraz częściej łapię się na chęci czucia tej pustki w brzuchu, tej wolności. Wiecie o czym mówię? Może o tym nigdy się nie zapomina.

Teraz czuję się jak gówno. Nie idzie mi w szkole, musiałam iść na korki (wiem, nie koniec świata, ale zostałam tak wychowana, żeby radzić sobie samemu, bo "mam do tego możliwości"). Rodzice są kochani, wierzą we mnie, że się poprawię. Ale ja w siebie nie wierzę.

Mam przyjaciółkę z którą teoretycznie mogłabym porozmawiać, ale po prostu się boję. Nie o to, że nie zrozumie, wie mniej więcej co się ze mną działo, powiedziałam jej w zeszłym roku. Boje się, ż e to wpłynie tez na nią. Nie chcę nikogo martwić.

Czy wrócę na stałe?
Dobre pytanie

56kg/167cm

(Przepraszam za wszystkie usunięte zdjęcia z tego bloga, ale poprzedni komputer się zepsuł i z nim usuęły się foldery ze zdjęciami)





niedziela, 9 marca 2014

Fatty's back

Hmm...
Tym razem nie było mnie naprawdę długo. Gdzie podziały się te 3 miesiące?
Czemu wciąż nie jestem chuda?
Miałam napisać wcześniej, ale im dłużej to odkładałam, tym trudniej było mi napisać, że nie jest dobrze.
Na początku roku miałam małe załamanie. Nie mogłam się powstrzymywać od płaczu. Najgorsze były myśli. Nikt mnie nigdy nie zmieszał tak z błotem jak ja sama. Nadal się nienawidzę, ale jest lepiej. Mam kilka kresek na ramieniu i biodrze. I tak nikt nie zauważył, jak były świeże, a teraz prawie tego nie widać. Postanowiłam się w to nie wciągać. Wiem, że to uzależnia i zostaje na całe życie, ale wtedy...
Pomocne były ferie. Na chwilę uwolniłam się od szkoły, toksycznych koleżanek, tego wszystkiego.
W tym roku mam egzamin gimnazjalny. Cały czas słyszę od rodziców, że zawodówka albo technikum (bez obrazy) czekają, bo się nie uczę. Już teraz wiem, że będę miała średnią ponad 5, a z próbnych testów miałam wszystko na 70-80% i matmę na 88%. Ale przecież 70% to mało według mojej mamy. Nie udało mi się przejść do 3 etapu konkursu filozoficznego, ale i tak mam 2 pkt. Ale pomimo to cały czas się kłócimy o to cholerne liceum. 
Bardzo wciągnęłam się w Tumblr'a. Jest tyle osób o podobnych problemach i myślach, że to aż smutne :(
Obejrzałam My Mad Fat Diary. Polecam każdemu.

Zmierzyłam się i zważyłam. Nie wiem, czy odważę się wam napisać. To straszne jak wielka jestem. Może jak już zrobię jakiś postęp?


Przepraszam, że Was nie wspierałam, ale teraz postaram się już to robić :)







poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wesołych!

Wesołych, magicznych, wspaniałych Świąt i szczęśliwego równie magicznego Nowego Roku!


U mnie źle, płaczę co drugą noc. Nie mogę schudnąć, nie jem cały dzień, a później coś mnie napada i żrę strasznie dużo, nie koniecznie słodyczy. Nienawidzę siebie i wszystkiego w okół. nie chcę już nawet wychodzić  z domu. W szkole mieliśmy Wigilię klasową i usłyszałam od koleżanki, że jestem najbardziej pozytywna w tej klasie i rozsiewam szczęści. Maska działa. :(
Mam nadzieję, że wy Was lepiej, bo ja strasznie boję się całej Wiligili, rodziny, tego całego jedzenia. 
Może następny rok będzie lepszy?

Kocham Was i liczę, że u Was świetnie :*